Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tumblr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tumblr. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 lutego 2015

Nauka? Jaka nauka?

Hej ;)

Wspominałam już o smutnym zjawisku, jakie opanowało teraz całe życie akademickie? Na pewno. O takich traumach ciężko milczeć. Generalnie każdy student wie, że z sesją nie ma żartów i jest to temat tak ciężki i poważny, że bez kija lepiej do niego nie podchodzić.

Dlaczego jednak wspominam o niej na blogu, gdzie raczej żyje się w błogich oparach odklejenia od rzeczywistości, i gdzie jedynym prawdziwym problemem jest jaki film/serial należy obejrzeć w następnej kolejności?

Ano dlatego, że chyba cały wszechświat uznał, że przedsesyjna niedziela powinna być przeznaczona na naukę, więc zablokowała wszystkie interesujące wydarzenia. Serio. Dziś - cytując pewną piosenkę - nie stało się nic, niiic... Ale nie martwcie się, drodzy Czytelnicy, sprawa nie jest tak do końca stracona, albowiem:

Oto nasz wybawca!

Internety obfitują we wszelakie sposoby rozproszeń. Więc jeśli czujecie, że już nie przyswoicie ani grama wiedzy więcej, pamiętajcie, że bogowie internetów są łaskawi - nawet filmiki o kotach mogą stać się idealną odskocznią. Oczywiście filmy/seriale nadają się do tego lepiej.

A wybór jest to naprawdę trudny!

Dosyć już powtarzania rzeczy znanych i powtórzonych tyle razy, że uchodzą za komunał. Idę zastosować się do własnych rad. Jeśli macie ochotę, drodzy Czytelnicy, możecie podążyć za mną. A sesja? Pff... Jaka sesja?

Do następnego razu ;)

środa, 17 grudnia 2014

Finally we can arrest him, czyli o co tyle szumu z tym Rozpruwaczem?

Hej ;)

Drodzy Czytelnicy, skończyła się właśnie pewna era. Świat już nigdy nie będzie taki sam, albowiem dziś w końcu została rozwikłana jedna z największych zagadek kryminalnych świata.

Dzisiaj internety obiegła szokująca wiadomość, że w końcu - po 126 latach - znamy prawdziwą toższamość Kuby Rozpruwacza. Niesamowitego wyczynu dokonała doktor Jari Louhelainen z Liverpolu, dzięki której wiemy nareszcie, że Jack the Ripper w rzeczywistości nazywał się Aaron Kosminski i był polskim imigrantem. Jest to kolejny wkład Polaków w historię świata!

W końcu możemy go aresztować.

Poważniejąc jednak troszeczkę, uważam, że odkrycie tego kim był zabójca z Whitechapel teoretycznie zamyka popkulturze możliwość pewnego rodzaju zabawy. Spekulacje na temat tożsamości Kuby Rozpruwacza były (są?) jednym z bardziej popularnych motywów we wszelkiego rodzaju produkcjach (niekoniecznie) kryminalnych, które działy się w niedalekiej przeszłości. Co więcej - śledzenie wszystkich teorii dawało mnie samej dużo subiektywnej przyjemności, więc jeśli teraz zostanie to ukrócone, zapłaczę gorzko a cicho w swym kąciku internetów.

Tumblr nie pozostał obojętny na ujawnione rewelacje.

Jednak, skoro już i tak zahaczyliśmy dość mocno o ten temat, postanowiłam, że dziś podzielę się z Wami subiektywnym spisem produkcji, które według mnie najciekawiej przedstawiają kwestię Kuby Rozpruwacza.

Zacznijmy zatem od samego dołu tabeli:

Numer cztery, czyli tuż poza podium
Doctor Who - Ten serial wprawdzie nie podaje nam odpowiedzi na pytanie, kim był Jack the Ripper, jednakże mówi w jaki sposób został powstrzymany. A mianowicie wpadł w ręce Lady Vastrze, co - zważywszy na fakt, że nie jest ona człowiekiem - zdaje się być nieco ironiczne. Niestety wciąż nie wpływa na mój odbiór postaci jaszczurzycy-detektywa, która mnie wybitnie irytuje, jednak jest to jedynie niezwiązana uwaga na marginesie.

Nie-ludzki poskromiciel nieludzkiego mordercy.

Numer trzy, czyli last but not least
Ripper Street - Kolejna produkcja, która nie odkrywa tożsamości Kuby Rozpruwacza. Jednakże w tym przypadku jest to uzasadnione, ponieważ ta nierozwiązana zagadka ciąży nad bohaterami, a nawet nad samym serialem, któremu w polskim przekładzie dodano podtytuł Tajemnica Kuby Rozpruwacza, chociaż większego sensu w tym nie ma. Niemniej jednak, pozostający na wolności Jack wciąż gdzieś krąży wokół posterunku policji z Whitechapel i chociaż go fizycznie nie ma, w jakiś sposób i tak ciągle jest.

Nikt nie lubi odkrywać u siebie potencjalnej ofiary mordercy, o którym usilnie stara się zapomnieć.

Numer dwa, czyli prawie się udało
From Hell (Z piekła rodem) - Film z 2001 roku, dzięki któremu dowiadujemy się, że za Kubą Rozpruwaczem w rzeczywistości stali Masoni. Nie wiem dlaczego, ale bardzo popularne w pewnym okresie przekonanie, że wszelkiemu złu na świecie winna jest właśnie masoneria, zawsze wydawało mi się niesamowicie zabawne. W każdym razie, bardzo spodobała mi się wizja, w której ostatniej ofierze jednak udaje się uciec* i żyje sobie gdzieś we wsi angielskiej, wsi wesołej. No i głównego bohatera w tym filmie gra Johnny Depp, co zawsze jest atutem.

Uwaga! Zły Mason!

Numer jeden, czyli najlepszy z najlepszych
Kuroshitsuji - Mój osobisty faworyt. Japońskie anime**, które dowodzi, że Jack the Ripper nie był jedną osobą a dwoma, przy czym jedna z nich nie jest nawet człowiekiem. Tak, troszkę to skomplikowane, wiem, ale musicie przyznać - przekonanie o tym, że po dziewiętnastowiecznym Londynie grasował niespełna rozumu japoński bóg śmierci (jap. shinigami), współpracujący z nieszczęśliwą lekarką, jest niezwykle barwne, ale i urocze. W każdym razie mnie chwyciło za serce.

Poznajcie połowę Kuby Rozpruwacza.

Wiem, że popkultura wysnuła jeszcze całkiem sporo innych teorii, bardziej lub mniej trafnych. Jednakże żadna z nich nie wydała mi się na tyle godna uwagi, żeby wpisywać ją do tej listy. Kto wie - może kiedyś, nawet pomimo dzisiejszego odkrycia - powstaną jeszcze inne, równie ciekawe koncepcje? Mam na to wielką nadzieję.

Do następnego razu ;)

___________________________________________

* Oczywiście kosztem innej, ale kto by tam się czepiał takich szczegółów.
** Ale w sumie także i manga, na której animacja się opiera.

wtorek, 23 września 2014

Skąd się biorą seriale, których nie ma

Hej ;)

Przeglądając dziś listę seriali, które oglądam, przeraziłam się. Zaczęłam się o siebie poważnie martwić, bo okazało się, że ich ilość jest zatrważająca*. Gdy ogląda się jeden-dwa odcinki, człowiek nawet nie zauważa ile historii śledzi. Nie to jest jednak najbardziej niepokojące. Niepokojące jest ro ile czasu jesteśmy (jestem?) w stanie poświęcić na oglądanie seriali. A gdy jeszcze dorzuci się do tego wszystkie filmy (obowiązkowo - jeden na wieczór), to już zupełnie nie powinno się mieć czasu na nic innego.

Z drugiej strony zaczęłam się zastanawiać skąd to się wszystko namnożyło. Nie znalazłam przecież wszystkich seriali/filmów sama. Przemyślałam sprawę dokładnie i wyszło mi, że właściwie znalezienie czegoś do oglądania nie jest takie trudne. Trudniej jest znaleźć czas na obejrzenie tego, co się znalazło.

No właśnie!

Doszłam do wniosku, że najgorszą zmorą zbieraczy seriali/filmów są wszelkie media społecznościowe, a przede wszystkim platforma Tumblr. To tam można zacząć się interesować produkcją, której się jeszcze nawet nie widziało. W moim przypadku było tak między innymi z seialami The Unusuals, Dirk Gently i Pushing Daisies**. Po prostu trafiłam na obszerny opis tych produkcji (wraz z kadrami, a jakże), napisany tak dobrze, że aż skłoniły mnie do zapoznania się bliższego z samymi serialami. Pokazuje to ewidentnie, że jeśli twórcy chcą stworzyć serial/film popularny, wystarczy powierzyć reklamę fanom***.

Łatwiej kusić, gdy ma się czym.

Skoro już zahaczyłam o Tumblr, koniecznie muszę wspomnieć o interesującym zjawisku, które tam zaobserwowałam. A mianowicie o wspólnym tworzeniu filmów, które chciałoby się zobaczyć. I nie chodzi tu o zwyczajne "Chciałabym zobaczyć Guardians of the Galaxy, bo już wszyscy ich widzieli, kto jest ze mną?!". Mam tu na myśli raczej wymyślanie całkiem nowej historii, wskazywanie wymarzonego reżysera i obsady, układanie ścieżek dźwiękowych i z wycinków różnych filmów składanie trailera. Wychodzą cuda. Co jeszcze bardziej interesujące, widziałam już kilka takich filmów-które-nie-powstały, które wydawały się na tyle ciekawe, że chętnie bym je obejrzała.

Oczywiście, że nie. To po prostu kreatywność!

Właściwie to fascynujące jak bardzo kreatywni potrafią być fani, jeśli da się im odpowiednią ilość czasu. Bo przecież obok wymyślania produkcji, których nie ma, powstają też różne "projekty" uniwersów alternatywnych, w których można znaleźć wszystko - od Avengersów w klimatach noir do Supernatural dziejącego się w Hogwarcie. I pomimo, że niektóre z tych AU są naprawdę absurdalne, można czasami trafić na pomysł, który miałby wzięcie.

I czy nie wygląda to ciekawie? (znalezione tu)

I proszę. Planowałam wpis o tym, co powoduje, że zaczynamy oglądać seriale a wyszło mi... coś o społeczności Tumblr? No nic, ten temat zostawię na później, a ten wpis, skoro już jest niech sobie będzie. Bo najwyraźniej tak miało być. I już.

Do następnego razu ;)

______________

* Ale szybko mi przeszło, bo zdałam sobie sprawę, że wciąż udaje mi się jeszcze znaleźć czas na studiowanie, pracę i jakieś szczątki życia towarzyskiego. Albo tylko mi się tak wydaje...
** Aczkolwiek Pushing Daisies trafiło dodatkowo na dobry moment, gdy miałam dziką fazę nadrabiania wszystkich produkcji, w których grał Lee Pace.
*** Zresztą doskonale pokazują to twórcy Hannibala, którzy zebrali wokół siebie taki fandom, że uchronił ich przed zdjęciem z anteny.