Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tolkien. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tolkien. Pokaż wszystkie posty

środa, 25 marca 2015

Wpis okolicznościowy podwójny

Hej ;)

Dziś przypadają nam dwie ważne daty. Co więcej, są one w pewien sposób związane, za co możemy podziękować panu Peterowi Jacksonowi, który maczał w tym (bardziej lub mniej świadomie) swoje palce.

Albowiem, moi drodzy, dziś obchodzimy Światowy Dzień Czytania Tolkiena oraz jednocześnie urodziny Lee Pace.

Jak powszechnie wiadomo - każda okazja do sięgnięcia po dobrą książkę jest dobra, tym bardziej kiedy weźmiemy pod uwagę, że akurat dzisiaj, mówiąc o dobrej książce ma się na myśli jakikolwiek utwór Tolkiena. Z drugiej jednak strony zastanawiam się nad ogólnym sensem takiego dnia. Czyżby czytelnictwo na świecie stało aż na tak niskim poziomie, że nawet do zabrania się za np. Hobbita potrzeba specjalnej daty w kalendarzu? Jeśli tak to świat zdecydowanie zmierza ku końcowi... Mam jednak nadzieję, że to tylko takie moje irracjonalne lęki i strachy, które nijak mają się do rzeczywistości. W każdym razie jestem pewna, że idea Światowego Dnia Czytania Tolkiena na pewno nie zaszkodzi.

Bardziej motywującego plakatu nie udało mi się znaleźć.

Jak jednak wydarzenie czytelnicze ma się do urodzin aktora, do którego mam osobistą słabość? Odpowiedź jest banalnie prosta i prawdopodobnie nikogo nie zdziwi. Ano ma się tak:

Elfia gracja sama w sobie.

Dlatego tym bardziej należy życzyć Lee samych cudowności i jeszcze więcej wspaniałych ról.

Oczywiście mogłabym teraz napisać długaśną notkę-zachwytkę, w której uwolniłabym moje wewnętrznego dzikiego fangirla i zapełniła dwie strony samymi pochwalnymi westchnieniami. Myślę jednak, że nieco nie miałoby to sensu, bo moja miłość i fascynacja przejawiają się w tym subiektywnym grajdołku dosyć często (o tutaj, przykładowo), więc byłoby to tylko niepotrzebne (?) powtarzanie się. Może innym razem. Niemniej jednak wspomnę tylko szybciutko, że Lee jest niesamowitym aktorem, którego nie da się zaszufladkować do jednego rodzaju ról, bo umie być zarówno bajkowym cukiernikiem Nedem (Pushing Daisies) jak i nieobliczalnym Joe McMillanem (Halt and Catch Fire), co nie może być spowodowane niczym innym jak tylko magią. Albo talentem. Albo obiema tymi rzeczami.

Taki sympatyczny typek.

Dość. Dość tych zachwytów, ileż można. Więcej już dziś nie napiszę, bo mogą urodzić się z tego niebezpieczne rzeczy. Zamiast tego zajmę się świętowaniem i obejrzę jakiś materiał promocyjny Hobbita. Załatwię w ten sposób poniekąd oboma ważnymi wydarzeniami dnia dzisiejszego.

Do następnego razu ;)

niedziela, 21 grudnia 2014

O tym co na drodze

Hej ;)

Wiecie, drodzy Czytelnicy, z czym wiąże się dla większości studentów tzw. okres przedświąteczny? Nie - wcale nie z wolnym ani kupowaniem prezentów. Tuż przed świętami, moi drodzy, wraca się do domów.

Założę się, że każda osoba, która studiowała w mieście innym niż rodzinne, doświadczyła w swoim życiu radości podróżowania do domu w najbardziej zapchanym okresie roku. Ilość ludzi, która w tym momencie opuszcza największe miasta jest doprawdy imponująca. Jednak nie o tym dziś chciałam napisać. Cały ten przydługi wstęp powstał, ponieważ dziś zajmę się filmami/serialami drogi.

Nie ma chyba w dzisiejszej przestrzeni popkulturalnej bardziej charakterystycznego serialu zbudowanego na motywie drogi niż znany i lubiany Supernatural. Winchesterowie właściwie nigdy nie są w stanie usiedzieć dłużej na jednym miejscu. Przez wszystkie dziesięć sezonów tłuką się z miejsca na miejsce, odwiedzając praktycznie każdy zakątek h'Ameryki. Twórcy nawet się specjalnie ze swoim przewodnim motywem nie kryją. Jak inaczej wytłumaczyć fakt, że skrót wydarzeń z poprzednich odcinków poprzedza napis The road so far?



Przeskakujemy teraz Wielką Kałużę i lądujemy na Wyspach. Tak, może nie jest to aż tak oczywiste jak w poprzednim wypadku, ale Doctor Who też jest w pewnym stopniu serialem drogi. Jednak Brytyjczycy umarliby, gdyby zrobili coś tak jak wszyscy, więc twórcy serialu podeszli do motywu drogi w bardzo specyficzny sposób. Z drugiej jednak strony zamienienie samochodu na TARDIS samo w sobie powoduje zamieszanie, więc i jasnośc motywu ulega pewnemu rozmyciu.



Przejdzmy teraz moze do filmów. Teraz, czego właściwie nie można nie zauważyć, szczyty popularności zdobywa Hobbit. Dlaczego o nim wspominam? Ano dlatego, że przecież już sam tytuł książki Tolkiena, na której został oparty ma w podtytule Niezwykłą podróż. W sumie Władca Pierścieni opiera się na tym samym motywie drogi. Przecież przez większą część akcji bohaterowie głównie gdzieś idą. Właściwie momenty, w których w końcu docierają do celu można policzyć na palcach jednej (no... może dwóch) ręki.



Na koniec jeszcze wypadałoby wspomnieć o jednym bardzo istotnym filmie, który na motywie drogi się opiera. A mianowicie The Book of Eli. Osobiście bardzo go lubię, nawet pomimo faktu, że jest właściwie obrazem przerażającej antyutopii, w której nikt chyba nie chciałby kiedykolwiek żyć. Niemniej jednak bardzo ładnie pokazuje drogę, to co może się w jej czasie stać i jak bardzo może człowieka zmienić. Jak w sumie wszystkie produkcje oparte na tym motywie.



Przyznam się, że osobiście podobają mi się wszelakie dzieła, w których ktoś nagle wychodzi i wyrusza na wielką wędrówkę. Nigdy nie wiadomo co można w jej czasie znaleźć. Może właśnie dlatego i dla mnie podróżowanie wydaje się takie atrakcyjne?

Do następnego razu ;)