Pokazywanie postów oznaczonych etykietą avengers. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą avengers. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 marca 2015

Znowu

Hej ;)

Internety znowu oszalały. Znowu przez Marvela. Znowu przez trailer. To niemal aż dziwne, że za każdym razem, gdy dzika społeczność internetów dostaje wściku, jakoś tak niebezpiecznie często można do takiego newsa dopisać słówko "znowu". Historia aż tak bardzo lubi się powtarzać? Mechanizmy rządzące ludźmi są aż tak utarte?

Nie o tym jednak chciałam napisać. Tak naprawdę to chciałam powiedzieć, że pomimo tego mojego dziwnego wstępu, trailer mi się podobał. Znowu. Jest w nim wszystko to, co sugeruje, że film oprócz porządnej dawki bijatyki i wybuchów*, zapewni mi konkretną rozrywkę. A przecież tego właśnie się od marvelowskich produkcji oczekuje. Z resztę, co będę gadać po próżnicy, zobaczcie sami.

Najchętniej to bym zobaczyła ten film już teraz.

A tak, zahaczając o temat "znowu", wiecie co jeszcze ładnie do niego pasuje? Supernatural. A jeszcze mocniej ostatni odcinek tego serialu. (Ha, ale mi się zgrabne (??) przejście udało.)

Dziesięć sezonów** to jednak kupa odcinków i trzeba jednak odrobinkę się postarać i uważać, żeby rzeczy za często się nie powtarzały. Niestety w ostatnim twórcom nieco się to nie udało. Już pomijam, że historia nie była szczególnie zaskakująca, nie pchnęła znowu akcji nawet o krok do przodu, Jensenowi Acklesowi to się już chyba znowu odechciało grać, bo już naprawdę dawno nie widziałam tak sztywnego Deana (niech wróci motyw "Deanmona" - wtedy Jensenowi przypominało się, że jednak jest aktorem i coś tam ze swojej postaci był w stanie wyciągnąć... proszę?), a poza tym zaczęły się nawet powtarzać lokalizacje. Nie wiem czy podobało mi się ciągłe wrażenie deja vu, które towarzyszyło mi praktycznie przez połowę odcinka, wywoływane już nawet nie przez akcję a przez pomieszczenia, w których się rozgrywała. Muszę się nad tym zastanowić, ale nie jestem pewna czy wnioski będą pozytywne.

Cytując słowa piosenki: "Oops, I did it again!"

Nie ma sensu się dłużej rozpisywać. Co chciałam przekazać przekazałam, więc nie nabijajmy sztucznie objętości notki, bo zaczną dziać się dziwne rzeczy. Znowu.

Do następnego razu ;)

________________________________

* Któż ich nie lubi? No któż?
** I jedenasty w planach, nie zapominajmy...

poniedziałek, 3 listopada 2014

Trzy rzeczy na trzeciego listopada

Hej ;)

Przepraszam. Padam do stóp i błagam o wybaczenie, ale niestety nie jestem w stanie napisać dziś nic mądrego. Ba, nawet napisanie głupoty byłoby nie lada wyczynem. Rzeczywistość mnie pokonała. Dlatego zostawiam Was, drodzy Czytelnicy z trzema rzeczami:

Rzecz pierwsza: Jutro notka będzie. Nie wiem o czym i nie wiem czy fajna, ale będzie. Słowo harcerza, jak babcię kocham i cross my hearts.

Rzecz druga: Po internetach krążą plotki, że Loki pojawi się w Avengers: Age of Ultron, a także w Avengers: Infinity War. (Yay!) Kto się nie cieszy ten nie fangirl. Co więcej, podobno w Infinity War będzie miał jakąś znaczącą rolę do odegrania*. I - podobno - wcale nie ma to być zadanie przyciągnięcia fanek do kina.

Rzecz trzecia: Notki wprawdzie nie ma, ale za to zobaczcie - ładny Tom!

Wiem, że w skrytości serca wolicie patrzeć na ładnego Toma niż czytać moje wymysły.

I tym estetycznym akcentem kończę notkę, której nie ma.

Do następnego razu ;)

____________________________________

* W ogóle te Avengersy  to coraz ciekawsze się robią. Age of Ultron też ma być przełomowe, bo podobno Hawkeye się w nim nawet odzywa! Cuda, moi drodzy.

sobota, 25 października 2014

I've got no strings on me!

Hej ;)

Dwa dni temu w sieci pojawił się pierwszy trailer Avengers: Age of Ultron, co zostało odnotowane przez wiecznie głodne internety i przyjęte z niemal histerycznym entuzjazmem. A przyznać trzeba, że nie jest tak bez powodu, bo jak już zdążyłam gdzieś wspomnieć, film zapowiada się epicko. To aż przerażające, że musimy czekać jeszcze do maja. Ja to bym chciała już!*

Już dawno nie czułam takiego podekscytowania po obejrzeniu trailera.

Jest jednak jedna rzecz, która została odebrana przez fanów chyba nie do końca w ten sposób, w jaki wyobrażali to sobie twórcy Marvela. Chodzi mi tu o piosenkę, będącą podkładem trailera, czyli przerobioną wersję utworu z Pinokia I've Got No Strings On Me**. Z jednej strony pasuje idealnie, nawiązanie jest takie, że chyba nawet najbardziej nieogarnięty człowiek by załapał, a wersja podoba mi się tak bardzo, że spędziłam dziś dwie godziny na szukaniu całości przerobionej piosenki. Z drugiej jednak strony sprowokowało to fanów do własnej interpretacji jeszcze nie widzianego filmu.

Ostrzegam - raz usłyszanego się już nie odsłyszy, więc jeśli nie chcecie mieć przy oglądaniu bardzo dramatycznego trailera przed oczami tańczącego Pinokia - nie klikajcie w strzałkę odtwarzania.

Z tej analizo-interpretacji wynikają przede wszystkim dwie rzeczy. Po pierwsze: Disney, wykupując studio Marvel zrobił interes życia***, bo teraz może do każdego trailera wrzucać swoje stare piosenki i zarabiać na tym, co już - wydawałoby się - sprzedać się nie da. Trochę racji w tym jest, a poza tym daje to możliwość do organizowania konkursów "Jaki utwór podłożyć pod (np.) trailer Thora 3". Po drugie zaś: fabuła Avengers: Age of Ultron wcale nie będzie się skupiać na walce Avengersów z nowym, dość paskunym przeciwnikiem (jakby się mogło wszystkim dotąd wydawać). O nie. Będzie to produkcja o nowoczesnym Pinokiu, który nieco się zdenerwował, został psychopatą i zamierza zniszczyć świat. W rytm piosenki oczywiście. I, jak się łatwo domyślić, twórcy Marvela pomylili się przy wpisywaniu tytułu, bo w rzeczywistości brzmi on Avengers: Age of Pinocchio.

A tak Ultron idzie do szkoły. (rysunek stąd)

Generalnie, czasami strach oddawać cokolwiek w ręce fanów, bo można być pewnym tylko jednego - zinterpretują to po swojemu. I nigdy nie wiadomo co z tego wyjdzie. Nie zmienia to jednak faktu, że fanowska twórczość nigdy nie była czymś wyłącznie złym i czasami może urodzić takie cuda, że pozostaje siedzieć i patrzeć na nie w zachwycie.

Do następnego razu ;)

______________________

* Z tego wszystkiego (i korzystając z faktu, że mam o godzinę dłuższą noc) chyba obejrzę sobie jakieś jakiś film z MCU.
** Podaję tutaj tytuł oryginalny, bo trudno jest mi wyobrazić sobie ten trailer z polskim dubbingiem i polską wersją piosenki.
*** Oczywiście, że zrobił! Wystarczy spojrzeć tylko na wyniki finansowe wszystkich marvelowskich produkcji.

sobota, 11 października 2014

O martwych ciałach, których się nie widzi

Hej ;)

Ile widzieliście filmów wojennych, drodzy Czytelnicy? A katastroficznych? Założę się, że przynajmniej kilka z każdej z tych kategorii, zwłaszcza, że w pewnych momentach telewizja publiczna niemal bombarduje nas tego typu produkcjami.  Poza tym czasami nie ma nic bardziej odstresowywującego po ciężkim dniu jak porządna rozwałka. Dlaczego jednak o tym wspominam? Ano dlatego, że elementem łączącym obie te kategorie filmowe jest duża ilość martwych ludzi w nich zawarta. Okazuje się, że nie tylko ich.

Dziś, poszukując informacji o Infinity Gems, razem ze współlokatorką obejrzałyśmy całych Avengers i fragmentarycznie kilka innych filmów z MCU. Rzeczą, która rzuciła mi się w oczy jest to, że każdy właściwie film Marvela jest bardzo ładnym pokazem konkretnej rozwałki ale także, co chyba bardziej niepokojące, obrazem masowych zgonów.


Oczywiście, fajnie jest oglądać przygody superbohaterów, biegających po wszelakich miejscach na świecie i kosmosie, robiących swoje superbohaterskie rzeczy i ratujących światy i kosmosy. Sama bardzo często oddaję się magii kina superbohaterskiego. Niemniej jednak widzowie (w tym i ja - przyznaję) skupiają się tylko na niepowodzeniach głównej postaci*. Gdy im się nie powiedzie, mamy nadzieję na szybką poprawę ich sytuacji; gdy są nieszczęśliwi, współczujemy im; gdy umierają/są na krawędzi życia i śmierci, płaczemy z powodu straty. Jednak niech te same rzeczy zaczną przytrafiać jakiemuś randomowi z trzeciego tła - phi... przecież to tylko statysta. Z pewnością podniesie się z kałuży krwi, gdy tylko oko kamery przesunie się na coś ciekawszego niż jego zwłoki.


Nie wymagam jednak by od razu ciężar filmów przenosić na przypadkowych ludzi z tła. To się nie ma zwyczajnie prawa udać, bo mimo wszystko film/serial zawsze potrzebuje głównej postaci, która będzie motorem wydarzeń. Zastanówmy się jednak nad tym co dzieje się za kolorowymi i efektownymi historiami Marvela**. W Thorze Loki przeprowadza próbę masowej zagłady Jotunów. W Avengers najpierw zostaje zniszczony praktycznie cały Manhattan, by w końcu zlikwidować za pomocą pocisku atomowego całe wojsko Chitauri***. W Thorze 2 niemal bez mrugnięcia okiem wyrzyna się całą rasę mrocznych elfów, w świecie Hoguna ginie w wojnie całkiem spora grupa cywilów, podczas bitwy o Asgard praktycznie całe miasto obrywa, nie wspominając o oddziałach straży pałacowej, by wreszcie zdemolować pół Londynu. W Guardians of the Galaxy z kolei nasza wesoła gromadka najpierw powoduje wyrżnięcie praktycznie do nogi całego więzienia The Kyln, później - głównie za sprawą Draxa - oddziały Ronana masakrują mieszkańców Knowhere, a w końcu mamy epicką wizję ataku na Xandar, który jest właściwie rzezią zarówno oddziałów Ronana jak i cywilów oraz Nova Corps.

Strzelający pierwsza klasa, ale co ze strzelanymi?

Jeśli zatrzymamy się jeszcze na sekundkę przy Strażnikach Galaktyki, można dojść do wniosku, że jest to - jak dotąd - najbrutalniejszy z filmów Marvela. Jasne, teoretycznie nic się nie dzieje aż tak strasznego, co można by porównać do momentu, gdy Odyn wytrzebił całą rasę. Teoretycznie. Jednakże wystarczy przypomnieć sobie scenę na statku Ronana, gdy Groot najpierw przebija żywcem kilku żołnierzy, a potem tłucze nimi o ściany korytarza, a na końcu uśmiecha się rozbrajająco. Nie ma krwi, bo to nie ten typ produkcji, ale przecież, jeśliby się nad tym zastanowić, to okrutna i straszna śmierć. Hurra, hurra, naszym bohaterom się udało, but still...

Zabił i jeszcze się cieszy. A i tak kochamy go najbardziej ze wszystkich Strażników.

Do czego jednak zmierza ten wpis? Do jednego, krótkiego stwierdzenia. Brakuje mi w MCU jednego miejsca, w którym ktoś powiedziałby, że boi się superbohaterów. Albo ma im coś za złe. Albo, że czułby się bezpieczniej, gdyby byli w jakikolwiek sposób kontrolowani. Oczywiście, w Catpain America: The Winter Soldier jest podjęta próba kontroli, ale nie taka, jak być to powinno, bo a)jest to inicjatywa HYDRY i  b)tam każda jednostka byłaby kontrolowana i - jeśli nie myślałaby odpowiednio - likwidowana. A nie o to przecież chodzi. Byłabym szczęśliwa, gdyby w pewnym momencie ktoś stwierdził, że bohaterowanie nie jest cukierkowe i cudowne, gdy patrzy się na nie z perspektywy normalnego człowieka. Nie musi być potem przeprowadzana żadna większa akcja. W końcu to kino superbohaterskie, więc społeczna akcja przeciwko nim byłaby trochę strzałem w stopę. Niemniej  jednak byłoby to miłe.

Wszyscy w MCU są cichutcy i posłuszni jak Niemcy w "Avengers". Szkoda tylko, że jednocześnie tak nienaturalni.

Nie wiem wprawdzie co szykuje dla nas Marvel w przyszłości. Może w końcu obudzą się jacyś "zatroskani obywatele" i stwierdzą, że takie samowolne wyrzynanie za jednym zamachem całkiem sporej części populacji nie jest tak fajne jak się wszystkim wydaje. Mogłoby to być ciekawe, zwłaszcza jeśli zostałoby to poprowadzone z pomysłem. Ale to jest tylko takie moje gdybanie.
Chciałabym jeszcze tak na koniec dodać, że ten wpis nie ma na celu w żaden sposób potępiać twórców Marvela. Nie tylko oni prowadzą swoje produkcje w ten sposób. Poza tym robią to na tyle zręcznie i zgrabnie, że widz nawet nie zauważa tego trupa, który ściele się tak gęsto w kadrze. Ja tylko zauważam problem, na który zwróciłam uwagę przy oglądaniu Avengers. Którymś z kolei oglądaniu.

Do następnego razu ;)

_________________________

* Chyba, że to Loki. Loki nie musi być główną postacią by powodować drganie serc fanów.
** A przynajmniej niektórymi, bo nie ma tu miejsca na analizę wszystkich filmów z MCU.
*** Nie powiem, że wytłuko wtedy cała rasę, bo tego nie jestem w stanie stwierdzić.

czwartek, 4 września 2014

Marvel i jego sprawki

Hej ;)

Studio Marvel to jednak potrafi zrobić wokół siebie szum. Nie dość, że wciąż rozkręca ogromną machinę Marvel Cinematic Universe, zgrabnie dokonuje rebootu serii X-Men - produkcji, która, wydawałoby się, że po The Last Stand i nieszczęsnym Wolverine z 2013 roku, nie będzie miała fanom nic dobrego do zaoferowania, to jeszcze jest w stanie tak sprawnie kierować wyciekającymi od siebie informacjami, że bywają dni, gdy główną informacją staje się "Pan Iks rozważany do roli Igrek-Mana?"*. To naprawdę imponujące jak dużą i dobrą robotę odwalają tam spece od reklamy, wciąż utrzymując fanów w stanie nieustannego podniecenia kolejnymi nowinkami. Ich praca jest tym ważniejsza, że przecież reklama jest dźwignią handlu. A trzeba przyznać, że wszystkie marvelowskie cuda sprzedają się jak złoto.

Skąd w ogóle u mnie takie przemyślenia? Są one pokrętnym efektem moich procesów myślowych, które odbyły się po informacji, że ostatnio coraz częściej słychać o tym, że ten czy ów powiedział, że chciałby zobaczyć film, którego główną postacią byłaby Black Widow. Osobiście nie miałabym  nic przeciwko takiej produkcji, ponieważ bardzo lubię tę postać, o Scarlett Johanson nie wspominając** :) Pytanie tylko ile z takiego "chcenia" wyjdzie i czy twórcy Marvela nie zagrają nam na nosie w podobny sposób jak było to w przypadku teoretycznego, osobnego filmu z Lokim.

W końcu dostalibyśmy film, gdzie główną postacią nie byłby (przesadnie umięśniony) mężczyzna.

Skoro już jednak jesteśmy w strefie gdybania, to ja osobiście marzę o momencie, gdy w filmie Marvela Hawkeye Jerremy'ego Rennera dostanie więcej czasu ekranowego, ponieważ marnowanie takiej postaci powinno się rozważać w kategoriach grzechu. I wcale teraz nie przemawia przeze mnie fanka komiksowej serii o Sokolim Oku. Skąd. Słyszałam już wprawdzie krążące po internetach plotki, że w Avengers: Age of Ultron agent Barton nawet coś mówi, ale nie wiem czy mnie to satysfakcjonuje.

No jak tu nie kochać postaci, z którą odczuwam tak głęboką, duchową więź? :)

Oprócz tego nie miałabym nic przeciwko osobnej produkcji o doktorze Bannerze/Hulku (nie obraziłabym się nawet o reboot serii, bo chociaż Edwarda Nortona uwielbiam, to jednak "jego" Hulk był co najmniej marny), w której brałby udział Mark Ruffalo w tytułowej roli, ponieważ zdążyłam polubić tego aktora, a w dodatku zdaje się mieć jakieś dziwne zrozumienie swojej postaci. Ale niestety na taki film raczej nie ma co liczyć, bo historia zielonego mutanta z problemami ze złością została już całkowicie wyeksploatowana i raczej straciła dla twórców MCU na wartości. A przynajmniej tak mi się wydaje...

No, pogdybać zawsze można, a to co w rzeczywistości szykują dla nas twórcy ze studia Marvel najprawdopodobniej i tak nas jeszcze zdoła zaskoczyć.

Do następnego razu :)

_________

* Nie wiem, czy taki superbohater istnieje, bo niestety z komiksami jestem obeznana marnie, ale jeśli nie to jestem gotowa rozwinąć tę postać. Może będą z tego nawet jakieś pieniądze
** Bardzo trafne podsumował to Robert Downey Jr., mówiąc, że każdy film ze Scarlett się sprzeda właśnie z tego powodu, że będzie grała tam Scartett. Cóż... trudno się nie zgodzić