piątek, 5 grudnia 2014

Skrzydła jakie są, każdy widzi... a może nie zawsze?

Siemanko!

Dziś Subiektywna wyjechała i otrzymałam zaszczyt napisania Wam czegoś miłego na dobranoc. Powiedziała, że jeszcze wróci, więc się nie martwcie, a w ten weekend pozwoliła mi broić. W końcu sama pojechała gdziesik broić. Dla mnie to wyzwanie niemałe, bo zaprzyjaźniona z matematyką, pisanie mi idzie, najkrócej ujmując, nijak. Ale jak się już dorwałam to coś trzasnę i może nawet napiszę to o co rzeczywiście mi chodzi, a mało tego - Wy to zrozumiecie. W takim razie do dzieła!

Skoro piszę na dobranoc to będzie o aniołkach. Może nie tyle o aniołkach*, co o ich skrzydłach. W końcu te też się od siebie różnią. Tak mnie naszło, gdy oglądając ostatnio kolejny odcinek Constantine'a w pewnym momencie zrobiłam "wow". Dlaczego? A no dlatego, że zobaczyłam skrzydła Manny'ego. Ale zaczynając od początku. Od samego początku początku.

Anioły pierwszy raz pojawiły się religia starożytnego Egiptu i Babilonu. Już tam były opisywane jako skrzydlate stworzenia. Potem ich obraz i rola umocniła się w Biblii, gdzie poznajemy kim są, jak wyglądają, co robią i jakie mają zadania. Z księgi Ezechiela dowiadujemy się dokładnie o wyglądzie i o skrzydłach:
"Oto ich wygląd: miały one postać człowieka. Każda z nich miała po cztery twarze i po cztery skrzydła. (...) I skrzydła ich były rozwinięte ku górze; dwa przylegały wzajemnie do siebie, a dwa okrywały ich tułowie. (...) Pod sklepieniem skrzydła ich były wzniesione, jedno obok drugiego; każde miało ich po dwa, którymi pokrywały swoje tułowie." 
Tak oto anioły mają skrzydła. Jak skrzydła to i piórka. Nasze pierzaste istoty z wyobrażenia walecznych aniołów, czy Aniołów Stróżów na przestrzeni lat zmieniły się bardziej ku miłym i pięknym aniołkom, które sobie żyją na chmurkach, wesolutkie, śpiewające i grające na jakimś instrumencie.

No najlepiej jakby grały na harfie! Śpiewają, grają, siedzą na chmurce, i tak po wsze czasy.

I tak anioły jako skrzydlate stworzenia weszły w świat popkultury. Od tamtej pory ich zamysł się trochę zmienił. A skrzydła pozostały wciąż takie same? Niby tak. Niby wciąż są tworzone jako pierzasty nieodłączny element anioła, choć czasem twórcy mają różne pomysły ich przedstawienia. 

Anioły na boisku (Angels in the Outfield)
Film Williama Dear'a z 1994 roku, jeden z tych filmów, które lecą w niedzielne południe, zbierając rodzinę przed ekranem, a szczególnie jej młodszą część i przeszkadzają w wizji wspólnego, rodzinnego obiadu matki-rodzicielki. Skrzydła aniołów przedstawione są za pomocą jasnej poświaty, co powoduje, że odbiorca jednocześnie je widzi i zastanawia się, gdzie one są. Anioły latają tutaj na tyle szybko, że i tak więcej nie dostrzeżemy, no chyba, że zatrzymując stop-klatkę. Wydaję się łatwe rozwiązanie, choć 20 lat temu, środki techniczne pozwalały na to co teraz widzimy. 

I od razu wiadomo kto wygra puchar. A jakby założyć drużynę skrzydlatych?

Miasto aniołów (City of Angel)
Kolejny w naszym zestawieniu to film Brada Silberling'a, gdzie główne rolę grają młodzi wtedy jeszcze (a niby tylko 16 lat temu) Ben Affleck i Matt Damon. Tutaj twórcy postawili na pierzastych wojowników w pełnym tego słowa znaczeniu. Skrzydła składają się z piór długich na pół metra i również proporcjonalnie szerokich.

Anioł to anioł, pióra to pióra, czemu mielibyśmy się tego nie trzymać. I wcale nie wygląda to źle.

Supernatural
Jakże by mogło być zestawienie skrzydeł, bez tegoż serialu. Stwór, który ma gifa na wszystko, który choćby w jednym zdaniu porusza wszelkie problemy tej ziemi, pokazuje nam skrzydła oczywiście... po swojemu. Skrzydeł jeszcze nigdy nie zobaczyliśmy i raczej nie zobaczymy. O ich istnieniu wiemy, dzięki cieniowi, jaki rzucają i charakterystycznemu szelestowi. Mnie osobiście to rozwiązanie bardzo przypadło do gustu; równocześnie niecodzienne, a jakże banalne. Dodatkowo uświadamia jak wiele można pokazać czy zagrać dźwiękiem: /szelest/ i wiemy, że gdzieś obok już czai się któryś z naszych latających kolegów. 
Ile razy słyszę w serialu szelest, oczami wyobraźni widzę ogromne skrzydła. Cień z tej jednej sceny pomógł mojemu mózgowi ustalić, jak duże ma je widzieć. Proste. 

Dominion
Serial ten, porzucony przeze mnie na samym początku, zwrócił moją uwagę na skrzydła już pierwszej scenie w jakiej się pojawiły. Przede wszystkim dlatego, że moje pierwsze określenie brzmiało: mechaniczne. Autentycznie, te skrzydła miały być wspaniałe i potężne, a mnie się tylko kojarzą z brudną żelazną maszyną i śrubkami trzymającymi je w kupie. Te anioły z tyłu powinny mieć sznureczek, który, gdy się pociągnie, powoduje, że machają. Ciekawe jak długo bym się bawiła takim aniołkiem na sznureczek. Niby wyglądają prawidłowo, a jednak, według mnie, niestety tylko z daleka.

O! Ktoś właśnie pociągnął sznureczek!


Constantine
W końcu dotarliśmy do tego, który spowodował całe to zamieszanie. Skrzydła niby jak skrzydła. Długie, jasne i widoczne w całości. Jednocześnie składają się jakoś tak naturalnie. Jak je zobaczyłam to myślałam, że są wykonane z mieczy i coraz to mniejszych nożyków. Piękne czyste miecze, ostre, dodające +100 do szlachetności i rycerskości. Mnie przekonują. Twórcy wykonali dobrą robotę. 

Wrzucam gifa (który nie odzwierciedla pierwszego wrażenia z całej sceny) i robię "łaaał".


Tak o to jedna scena, dosłownie 5 sekundowa wizja pomoże dać pomysł na cały dłuuugi wpis. Przykładów jeszcze parę miałam, ale myślę, że przedstawiciele poszczególnych gatunków wystarczą. Jeśli dotrwaliście to super, ja wciąż nie wierzę, że tyle napisałam i jeszcze żyję. Teraz wracam przyglądać się kolejnym skrzydłom. Może mnie jeszcze któreś zachwycą.

Lecę,
niech się Wam przyśnią aniołki**,
Wybiórcza.

PS. Subiektywna Was pozdrawia! 
________________________________
* Tego wszędzie pełno, szczególnie w ostatnich czasach zrobiła się moda na przedstawianie tego typu stworzeń. A jak dobrze wiemy, co za dużo - to nie zdrowo.
** Możecie sobie wybrać z jakimi skrzydłami chcecie ;]

czwartek, 4 grudnia 2014

Gdzie ten czas się zgubił?

Hej ;)

Nie wiem co się dzieje. Powoli zaczynam łapać się na tym, że nie mam czasu na oddychanie. Jak to się stało?

Nie zamierzam jednak dziś narzekać za bardzo. Sygnalizuję tylko problem, który pewnie już stał się zauważalny. Z resztą nie tylko ja tak mam. Doskonałym przykładem jest tu Tiana z Księżniczki i Żaby, która poświęciła swój cały wolny czas dla pracy, by zrealizować swoje marzenie. Nie mam pojęcia jakim cudem ta dziewczyna funkcjonowała, jednak jakoś jej się udawało. Podziwiam ją za to.

Kobieta pracująca - braku snu się nie boi.

Co ciekawe, w popkulturze bardzo często to właśnie kobiety są postaciami, które nie mają na nic czasu, ponieważ mają na głowie praktycznie cały świat. Za każdym razem, gdy poświęcam noc na coś, co nie jest snem, przypomina mi się cudowna scena z książki Mileny Wójtowicz Załatwiaczka, w której główna bohaterka na pytanie "Co słychać" odpowiada "Coraz lepiej. Zaczęłam nawet sypiać." Jaka cudowna poprawa!

Ta książka opisuje kobietę-herosa, która poradzi sobie z każdym problemem.

Aczkolwiek nie wszyscy zabiegani są kobietami. Ba, nie są nawet ludźmi, ponieważ najróżniejsze filmy/seriale usiłują udowodnić nam, że najbardziej zapracowaną istotą na świecie jest diabeł, który ma na głowie - dosłownie - piekło. Interesujące, że wszyscy zgodnie twierdzą, że kraina potępionych przysparza tylko i wyłącznie kłopotów swoim szefom.

Biedny, zapracowany Lucyfer.

Hermiona też nie miała czasu na nic poza nauką, ale tylko i wyłącznie na własne życzenie, więc się nie liczy. Jednakże chętnie pożyczyłabym od niej na chwilkę czasozmieniacz. Albo dwie chwilki. Ewentualnie całe życie. Ile godzin snu nagle by się znalazło!

Do następnego razu ;)

środa, 3 grudnia 2014

That's what people do!

Hej ;)

Notkę zacznę od cytatu ze strony Mirror, albowiem jest to informacja radosna:
Sherlock star Andrew Scott, who plays the TV detective’s nemesis Moriarty, is set to appear in the new James Bond movie as a villain.
Wprawdzie jest to wiadomość w obcym języku, ale wierzę w Waszą zdolność lingwistyczną, drodzy Czytacze

Dlaczego cieszy mnie angaż Scotta? Z prostego powodu. Andrew Scott jest aktorem niesamowitym, potrafiącym wyciągnąć z postaci wszystko co najlepsze a nawet jeszcze więcej. Hej, ludzie, przecież to jest Jim Moriarty z Sherlocka BBC! Więcej chyba mówić nie trzeba.

Jest to postać, którą najpierw się nienawidzi a potem za nią płacze, gdy w końcu znika.

Z resztą nie tylko w Sherlocku grał i to grał bardzo dobrze. Wystarczy przypomnieć sobie jego rolę w The Hour* czy kreację w The Town. Nie wiem dlaczego aktor nie przebił się wcześniej i trzeba było aż hitu BBC, żeby ludzie go zauważyli. Jest to trochę niesprawiedliwe, ponieważ jeśli ktoś ma taki talent jak Scott powinien być doceniany. A długo nawet się o nim nie wiedziało.

Taki ten Andrew roztańczony.

W każdym razie wiem jedno - na pewno zobaczę Bonda, w którym głównym łobuzem będzie Andrew Scott. Nie może być to zły film. I mówi to osoba, która nie jest największą fanką przygód agenta 007 i nawet nie widziała wszystkich jego odsłon. O czymś to świadczy.

Do następnego razu ;)

____________________________________

* Za tym serialem wciąż jestem w głębokiej żałobie. BBC skrzywdziło mnie, kończąc go!

wtorek, 2 grudnia 2014

Podaruj posiłek Brytyjczykowi

Hej ;)

Dzisiaj będzie krótko, albowiem zamierzam wystosować apel. Zauważyłam niestety tragiczną rzecz, którą można zaobserwować coraz częściej, a skala jej jest nie tylko smutna, ale i zatrważająca. Moi drodzy, mam poważne podstawy by sądzić, że w przemyśle filmowym zaistniał haniebny proceder głodzenia brytyjskich aktorów*.

Wobec tego zwracam się z gorącą prośbą do twórców filmowych/serialowych:

Nie głodźcie Bogu ducha winnych Brytyjczyków! To nieludzkie i okrutne. A poza tym jeśli brytyjscy aktorzy zaczną umierać z głodu świat tylko na tym straci!

Koniec apelu.

Skąd w ogóle takie wnioski? Dochodziłam do nich stopniowo, jednak, gdy w końcu do mnie dotarły, uderzyły mnie z siłą ciosu bokserskiego. To, że brytyjscy aktorzy są powszechnie głodzeni, łatwo można wywnioskować z ich zachowania i desperackiego szukania jakiegokolwiek pożywienia. "Bzdura!" ktoś mógłby wykrzyknąć. Otóż nie, ponieważ mam nawet kilka przykładów.

David Tennant
Aktor tak długo głodzony, że zapomniał już zupełnie jak jedzenie wygląda. Przez to biega po planie i liże różne rzeczy, starając się przypomnieć sobie jak się je i usiłując trafić na jakikolwiek znajomy smak. Czasami jego desperacja sięgała takiego poziomu, że dziwne, że nie zaczynał obgryzać mebli.

A w dodatku jeszcze jest chudy. Na pewno go głodzą.

Matt Smith
Tutaj sytuacja jeszcze nie przybrała tak przerażających rozmiarów jak w przypadku Tennanta. Matt wciąż pamięta, że jedzenie powinno być mniej-więcej organiczne, więc skupia się w swoich poszukiwaniach na rzeczach pochodzenia naturalnego. Albo może jest bardziej wytrwały i uparty, ponieważ czasami udaje mu się znaleźć coś jadalnego.

Też jest chudy - nie może być to przypadek.

Peter Capaldi
Kolejny głodzony Doctor. Jeszcze sytuacja nie jest tak bardzo poważna, ponieważ Capaldi zdaje się jeszcze całkiem dobrze pamiętać o tym jak jedzenie wygląda, a nawet wciąż ma nadzieję na jakiś przypadkowy posiłek, na co wskazuje noszona w kieszeni łyżeczka. Nie zmienia to jednak faktu, że pierwsze oznaki głodzenia już stają się widoczne.

Zaczyna się od gryzienia palców, a potem już tylko będzie gorzej...

Matt Ryan
Aktor nawet nie zdążył dobrze zabłysnąć na filmowym/serialowym firmamencie, a już padł ofiarą bestialskiej praktyki głodzenia. Widać, że ewidentnie go to frustruje, ale nie ustaje w poszukiwaniach. Co więcej, mgliście pamięta, że jedzenie wiązało się w jakiś sposób z drzwiami, jednak na tym jego wiedza się kończy. Nie zniechęca go to jednak i wciąż kontynuuje swoje poszukiwania.

Poszukiwania są uparte i dosyć gniewne.

Richard Wilson
W przypadku tego aktora wyraźnie widać, że proceder głodzenia jest dla niego czymś nowym i dosyć zaskakującym. Podejrzewam też, że reszta ekipy cicho nie godzi się na takie traktowanie kolegi i podrzuca mu od czasu do czasu jakieś sprytnie zakamuflowane posiłki. Aczkolwiek nie mam na to dowodów i wciąż szukam na to dowodów.

Fotograf przyłapał Richarda na próbie posilenia się rekwizytem.

Benedict Cumberbatch
To niepokojące, ale większość przypadków głodzenia aktorów odbywa się na planie zdjęciowym pod kierownictwem Moffata. Benedicta wprawdzie ratuje jego okropny pracoholizm i to, że ucieka do innych twórców, więc wciąż pamięta czym jedzenie jest i jak smakuje. Nie zmienia to faktu, że źle się dzieje wśród brytyjskiej braci aktorskiej.

Radosny moment, w którym Benedict znajduje resztki cukierka.

Bardzo niepokoi i smuci mnie zaobserwowany proceder. Mam nadzieję, że tendencja ta szybko zaniknie i aktorom pozwoli się jeść normalnie. Bo - powtarzam - jeśli zaczną z tego głodu umierać, będą działy się rzeczy straszne.

Do następnego razu ;)

_____________________________________

* O dziwo, nie mam teraz na myśli tylko i wyłącznie Bena Whishawa #posiłekdlabena

poniedziałek, 1 grudnia 2014

I zgraną ekipę racz dobrać nam panie (reżyserze)

Hej ;)

Dziś jest ten dzień, w którym moje pragnienie bycia w Londynie jest podkręcone jest do całkowitego maksimum*. Wszystko to jest spowodowane światową premierą Hobbita: Bitwy Pięciu Armii, której data nieszczęśliwie przypada na dzisiaj. A u nas film pojawi się dopiero 26.12. Nawet Bułgarzy mają ustaloną premierę wcześniej. Ech, życie jest ciężkie...

No, ale nie o tym chciałam pisać. W związku z tym, że na londyńskim czerwonym dywanie pojawiły się wszystkie osobistości, biorące udział w filmie. Internety eksplodowały. A aktorzy tylko je podsycają, wrzucając na różne portale własne zdjęcia. Dlaczego jednak o tym wspominam? Ano dlatego, że pokazują one (ale nie tylko one) jak fajną ekipę stanowi cały skład aktorski. Serio - oglądanie materiałów z planu dawało mi tyle radości, że czasami nawet zapominałam na chwilę ile jeszcze dzieli mnie od premiery. Ale tylko na chwilę, bo ta świadomość niemal od razu wracała i bolała.

Lee Pace wrzucił na swojego Twittera to zdjęcie z podpisem #elfie.

Podobną frajdę, ale i podobne odczucia miałam przy wszelakich materiałach jakie wypływały od strony X-Men: Days of Future Past. To fascynujące jak twórcom udało się zebrać tak dograną bandę aktorów, tworząc ekipę tak sympatyczną, że to aż głowa mała. Generalnie, ostatnio łatwo zauważyć - przede wszystkim w filmach studia Marvel - pewną tendencję do dobierania obsady w taki sposób, by sama jej pozytywna energia stanowiła już coś na kształt reklamy.

Tylko pozazdrościć takiego wyglądu.

Wszystkie wpadki z planu to skarb.

Czym byłby wpis bez przykładu z Supernatural? Ten serial jest nieprzebranym źródłem i skarbnicą wszelakich zdjęć/filmików/twettów (niepotrzebne skreślić), które pokazują jak świetnie aktorzy bawią się na planie. Czasami zastanawiam się, czy oni poza robieniem sobie nawzajem żartów czasami pracują. Pewnie tak, ale spadek poziomu serialu i wiecznie znudzona mina Jensena może coś podobnego sugerować. Nie zmienia to jednak faktu, że udało im się bardzo ładnie dograć wszystkich aktorów i nawet postaci, które już swój serialowy żywot zakończyły, wciąż są bardzo radośnie witane na wszystkich zlotach.

Tak w tym roku wyglądało supernaturalowe Halloween.

Podobnie rzecz się ma ze Sleepy Hollow i całą główną "bandą". Co więcej, nawet bezgłowy Jeździec doczekał się  radosnego przyjęcia. Patrzenie na zdjęcia i materiały z planu sprawia mi tyle radości, że czasami działa to lepiej niż antydepresanty. Uważam, że jeśli ekipa jest tak fajnie zgrana od razu widać to w samej produkcji. I niech nawet będzie ona o nadchodzącej Apokalipsie - jeśli aktorom się dobrze ze sobą pracuje, wizja Apokalipsy przestanie być nagle groźna.

Nie ma to jak mała partyjka baseballu z Jeźdźcem Śmierci.

Na sam koniec zostawiłam Grę o Tron, która poza tym, że jest niesamowicie niebezpieczna i każdy tam może w każdym momencie zginąć, to jeszcze dodatkowo ma tak fajną ekipę, że czasami można wręcz zapomnieć, że połowa z nich albo już nie żyje, albo jest w śmiertelnym niebezpieczeństwie, albo zginie, ale za jakiś czas. Właściwie to ciężko jest być aktorem grającym w Grze o Tron, bo nie można być pewnym stałości swoich dochodów. Nie zmienia to faktu, że aktorzy dobrze czują się w swoim towarzystwie i nawet jeśli w najbliższej przyszłości będą zmuszeni zabić się na planie, starają się o tym za bardzo nie pamiętać.

Dostojni Lannisterowie...

 ...i dobrze wychowane młodsze pokolenie.

Już kiedyś pisałam, że zgrana ekipa bohaterów w filmu/serialu jest ważna. Zgrani aktorzy też są bardzo ważni, bo między innymi oni mają za zadanie przyciągnąć widza do produkcji. Niektórym udaje się to lepiej, niektórym gorzej, w każdym razie wszyscy (prawie) się starają.

Do następnego razu ;)

___________________________

* Jakby na co dzień było niskie, albo jakbym miała wystarczająco mało problemów.