środa, 3 września 2014

The most real man, czyli znowu wierzę w magię

Hej :)

Muszę się do czegoś przyznać. Pałam coraz większą miłością do stacji History, która ujmuje mnie za serce kolejnymi swoimi produkcjami. Zaczęło się od znakomitego serialu Vikings, który okazał się moim osobistym hitem sezonu i porwał mnie*  (bardzo skutecznie) do krainy wikingów. Teraz z kolei znowu przykuł moją uwagę swoim najnowszym miniserialem Houdini. Ach, a co to za produkcja!


Serial przedstawia historię Harry'ego Houdiniego, bazując na książce Bernarda C. Meyera Houdini: A Mind in Chains: a Psychoanalytic Portrait, której nie było mi jeszcze dane dorwać, ale chętnie bym to zrobiła w najbliższym czasie :) W czasie czterogodzinnego seansu śledzimy całe życie Króla Ucieczek, obserwując go jak zdobywa sławę i popularność, bywa wplątywany w politykę, spotyka wielkie persony swojej epoki (mamy szansę zobaczyć Arthura Conan Doyle'a, carów, prezydentów, a nawet Rasputina), walczy ze spirytualistami i zmaga się z własnymi strachami i problemami. Historię z offu komentuje sam Houdini, uzupełniając to, co widzimy na ekranie własnymi uwagami, dzięki czemu cały obraz zyskuje na głębi.


A teraz kilka słów o obsadzie. Przede wszystkim - Adrien Brody, wcielający się w postać tytułową. Wstyd powiedzieć, ale po Pianiście nieco zapomniałam o tym aktorze, przypominając sobie o nim dopiero, oglądając Grand Budapest Hotel. A nigdy nie powinno się tak wydarzyć, ponieważ Adrien Brody jest aktorem niesamowitym - nikt tak cudownie nie pokazuje smutku oraz wewnętrznych wątpliwości i lęków bohatera jak on. Rola Houdiniego wymaga od niego wyrażenia całej gamy tych emocji, niepokojów i stanów, w jakie wpada jego bohater, czemu aktor jest w stanie sprostać, jednocześnie będąc tak autentyczny, prawdziwy i sympatyczny, że od razu zapałałam do niego miłością. Dzięki niemu znowu zaczęłam wierzyć w magię, pomimo, że serial bezlitośnie demaskuje praktycznie wszystkie magiczne triki, które pokazuje.

Przez pół odcinka zastanawiałam się skąd ja znam tę aktorkę, by w końcu uświadomić sobie, że widziałam ją już przecież w House of Cards.

Tak samo dobrze radzi sobie Kristen Connolly, wcielająca się w rolę Bess - żony Houdiniego. Razem z nią przeżywamy wszystkie rozterki i wątpliwości z jakimi zmaga się kobieta żyjąca z człowiekiem, który cały czas naraża się na niebezpieczeństwo. Ale nie tylko, bo przecież i Bess tak samo jak reszta publiczności bawi się i daje się porwać magii przedstawianych sztuczek. Jednak osobą, która najmocniej wierzy w magię Houdiniego jest jego matka, grana przez Eszter Ónodi. To ona jest dla swojego syna inspiracją, największym wsparciem i najbliższą osobą na świecie... nic, tylko zazdrościć takiego syna ;)


Jakże mocno chciałoby się wierzyć, że magia naprawdę istnieje. Chociaż przez chwilę.

Nie powiem już nic więcej, oprócz tego, że serial może poszczycić się także dopasowaną, przemawiającą do widza muzyką, dbałością o szczegóły (są nawet wstawki oryginalnych kronik i filmów z tamtego okresu) oraz taką budową i tempem akcji, że nie zauważyłam nawet kiedy zleciał mi cały ten czas**. Czy go polecam? Zdecydowanie! Jeśli ktokolwiek chce poddać się magii czarodziejskich sztuczek Wielkiego Houdiniego, albo chciałby na chwilę przenieść się w czasy, gdy magiczne przedstawienia konkurowały z rodzącym się kinem, lub po prostu ma ochotę popatrzeć na świetne aktorstwo w wykonaniu Adriena Brody'ego i Kristen Connolly, to natychmiast powinien siadać przed ekranem i pozwolić zabrać produkcji stacji History cztery godziny swojego życia. Gwarantuję, że nie będzie to czas zmarnowany.

Jeśli ktoś jest w stanie sprawić, że znowu czuję się jak dziecko, zasługuje na miano prawdziwego magika.

Do następnego razu :)

PS.
Czy ktoś pamięta jeszcze co pisałam niedawno na temat przedstawiania przez fandomy swoich seriali? Wczoraj znalazłam cudowny filmik, idealnie potwierdzający to, o czym mówiłam :)

PS 2.
Wszystkie obrazki użyte we wpisie wzięłam ze strony History.com

_________

* Najwyraźniej nie tylko mnie, skoro, ze względu na swoją wielką popularność, dotrwał do trzeciego sezonu. Yay dla tak dobrych produkcji historycznych!
** A po seansie coś we mnie krzyczało głośno "Jeszcze, jeszcze, jeszcze!"

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz